RSS
środa, 17 marca 2010
Życie jak w Madrycie.

W pełnym słońcu. W muzeum Prado, przed moimi ulubionymi obrazami albo w museo de Reina Sofia przed Guernicą Picassa. W Parque del Retiro na pikniku, a wieczorem w dzielnicy Lavapies na tapas.

Do tego kilka ekstremalnych sytuacji językowych, czyli jak kupić antybiotyk bez recepty, w kraju w którym sprzedaje się je tylko z przypisu lekarza. Dobrze mi poszło. A D. czuje się lepiej. W ogóle to jestem jedyną osobą nietkniętą chorobą podczas tego wyjazdu. I tego się trzymam. Takiego rodzaju pamiątek nie zamierzam przywozić.

Nakupiłam za to książek i jestem zachwycona tym faktem. Stoiska z używanymi książkami pochłonęły nas bez reszty i tylko zdrowy rozsądek i ograniczona ilość euro uchowała nas przed wykupieniem całej serii 'obras maestras' literatury XX wieku.

Mam piękne wydanie "Stu lat samotności" w oryginale, które waży dużo, więc jutrzejsze pakowanie będzie procesem dość karkołomnym. Tym bardziej, że bagaże nadane w tę stronę były wyważone na styk. Ale jestem dobrej myśli.

Dobrze mi tu, ale tęskno do Tam. Wszystko jest jak powinno być.

Jest czas wagarów i czas powrotu na uczelnię. Jakby powiedział Kohelet.

 

23:54, radosc88
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 marca 2010
ALC-MUR-ALC

Po krótkiej, ale bardzo intensywnej wizycie w Murcii znowu jesteśmy w Alicante.Spotkałyśmy się tam z naszymi znajomymi z roku. Trafiłyśmy idealnie na imprezę w ich domu, dzięki czemu poznałyśmy bliżej nieokreśloną liczbę Erasmusów i jedną poirytowaną sąsiadkę w różowym szlafroku.

Miasto jest nieduże, ma przyjemną starówkę i przepiękną katedrę. I w trakcie sjesty jest totalnie wyludnione. Idealne miejsce do tego, żeby zrozumieć to właściwie Hiszpanii zjawisko.

Jutro lecimy do Madrytu i tam osiądziemy na 3 dni. Cudownie!  Bo tam oprócz rozmaitych atrakcji dostępnych jedynie w stolicy, jedna rewelacja. Spotkanie z A., która specjalnie przyjeżdża z Barcelony, żeby się ze mną zobaczyć.

Zjadłyśmy ogromną porcję naleśników na obiadokolację. Tak ciężko mi się przestawić na ten zachodni sposób żywienia i funkcjonowania. Kładzenie się spać o 7 rano, wstawanie o 13.

Teraz jest pora na wychodzenie na botellón. My sobie go dzisiaj odpuszczamy, bo jutro nastawiamy się na zwiedzanie i warto zachować przytomność.

Jesteśmy tutaj już prawie tydzień, wspomnień i wrażeń tyle, że starczyłoby na miesiąc. A to na szczęście jeszcze nie koniec.

 

23:20, radosc88
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 marca 2010
Oliwki i wino.

Kosztuja tutaj grosze. Dlatego to pierwsze stanowi podstawe naszego zywienia to drugie umila wieczory.

Jest bardzo przyjemnie. Dzisieszy dzien spedzilysmy glownie na spacerowaniu po Jardines de Turia, czyli po ogrodach stworzonych w starym korycie rzeki Turia. Doszlysmy tym sposobem do Ciudad de las Artes y Ciencias. Pierwszorzedna architektura Calatravy i jego wspolarchitekta walneckiego ktorego nazwiska chwilowo nie pamietam.

W muzeum nauki zostalysmy na dluzej. Interaktywne muzea pochalaniaja bez reszty, ale i mecza dosc.

Jutro ostatni dzien tutaj i wracamy nacieszyc sie O. i Alicante. Zamierzamy sie na sprobowanie prawdziwej paella valenciana. Dzisiaj dowiedzialysmy sie, ku naszemu ogromnemu zdziwienie ze nie podaja tego na kolacje, tylko na lunch. Okazalo sie ze wyjazd ten oprocze wagarowego, ma takze wymiar naukowy. Edukacyjny. I dobrze.

22:42, radosc88
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 marca 2010
Z daleka.

Dlatgo bez polskich literek.

Zaczelo sie juz w Krk, 40-minutowym opoznieniem, bo jeden z dwoch konduktorow nie byl w stanie dojechac na czas, na dworzec glowny. Histeryczne reakcje pasazerow wywolujace jedynie nasz smiech. Bo jak sie jedzie na takie wagary to raczej stresu nie ma. Okazalo sie ze calkiem slusznie bo pociag w drodze nadrobil opoznienie. Potem na lotnisko juz gladko, w Alicante wyladowalysmy 15 minut przed czasem. Zgodnie ze wskazowkami O. wzielysmy pierwsza z brzegu taksowke upewniajac sie co do stalej kwoty za przewoz. Po czym okazalo sie ze taksowkarz nie ma pojecia dokad nas wiezie, jedynie mas o menos, wiec przez 45 minut bladzilismy po dzielnicy nie mogac trafic pod wskazany adres. Na domiar zlego wyladowal mu sie telefon w ktorym mial GPS a mapa pozostala dla niego nieodgadniona siecia ulic i uliczek. Ostatecznie zadzwonilam do O. ktora kazala mu podjechac pod szpital z ktorego osobiscie wraz z marokanskim wspollokatorem nas odebrala. Byla juz prawie 1. Przywitania, kolacja, przepakowywanie i prysznic. Na sen zostaly 2h45min. O 7.21 ruszal nasz pociag do Walencji, w ktorej teraz jestesmy.

Wlasnie zachodzi slonce, ktore grzalo nas przez caly dzien. Bylo 16 stopni wiec upalem bym tego nie nazwala, ale przyjemna wiosna na pewno. Drzewa juz tu kwitna, na drzewach ostaly sie jeszcze cytrusy. To ze przyroda jest taka zielona bardzo dobrze robi czlowiekowi. Uspokaja i raduje.

Jednym slowem jest swietnie.

Wrocilysmy teraz na kolacje, bo braki snu powoli daja sie we znaki. Ale zostaniemy tu jeszcze dwa dni. Mimo ze nie zalapiemy sie na obchody las fallas to mamy okazje patrzec jak przebiegaja przygotowania do jednego z bardziej spektakularnych swiat w Hiszpanii.

 

18:56, radosc88
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 marca 2010
Kierunek : 2077 km na zachód.

Za 15 minut wychodzę z domu. Wrócę za 10 dni.

Zaczynam od autobusu, potem pociąg, samolot i taksówka. I już będę na miejscu.

Jeszcze tylko skoczę na uczelnię posłuchać jednego wykładu i złożyć papiery na Er.

Wszystkiego najlepszego Kochanym Jubilatom dnia dzisiejszego.

I Kobietom też.

 

08:37, radosc88
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 marca 2010
Sztuka w 3D

Dużo bardziej od dzisiejszego spektaklu ubawiła mnie współpubliczność. Ludzie tak śmiesznie się cieszą i w ogóle cali są tacy pocieszni. Spektakl był nieco dziwaczny, aczkolwiek miał bardzo błyskotliwe momenty. KTO by pomyślał, taki ładny maleńki niezależny teatr, na ulicy o uroczej nazwie Gzymsików. Czymkolwiek lub kimkolwiek te Gzymsiki albo Ci Gzymsicy są.

Za to wczoraj Kraina Czarów, w której znalazła się Burtonowska Alicja pochłonęła mnie bez reszty. W trójwymiarze, a że nie mam doświadczenia zbyt dużego, to rozrywka pierwsza klasa. I piosenka która pojawia się przy napisach końcowych. Wpadła mi do głowy. Cały dzisiejszy dzień jej słucham. A film bardzo polecam.

Po kinie do późnego wieczora siedzieliśmy w maleńkim mieszkanku J. i ubawialiśmy się filmowymi kalmburami i kalamburowym głuchym telefonem. W przerwach graliśmy w kowbojów, chociaż tutaj każda rozrywka kończyła się rozlanym napojem. Śmiechu było do bólu brzucha.

Wysprzątałam dzisiaj mój pokój na błyszcząco. Co by pod moją nieobecność pozostał w porządku. Jutro wielkie pakowanie i dużo innych aktywności.

Teraz właśnie w głowie kombinuje jakby ze wszystkim zdążyć. Łatwe to przynam nie jest.

Pochłonęłam 'Ciotkę Julię i skrybę' MVLy. Jestem pod wrażeniem kompozycji. Świetny z niego rzemieślnik i jest  to nacechowane wielce pozytywnie. Tak mnie wciągnęła ta lektura, że w tygodniu jeździłam okrężnymi trasami do domu, żeby móc spokojnie czytać w środkach komunikacji miejskiej. Bo niestety nadal jest za zimno, żeby czytać na Plantach albo nad Wisłą. A w tramwaju grzeją.

21:24, radosc88
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2010
Ku wyru.

Ku wyru mi trzeba. Bo siedzenie też może zmęczyć. Chociaż to taki rodzaj zmęczenia, którego nie doceniam szczególnie bardzo.

Za to bardzo doceniam miniony czas. I bardzo dobrze, że pojechałam. I cudownie, że Ich wszystkich tam spotkałam, wycałowałam i uściskałam. Nawet już zdążyłam zatęsknić. Bo tak to jest jak się bardzo kocha.

Na szczęście oprócz tęsknienia można jeszcze dużo innych rzeczy robić. Co zamierzam. Już od jutrzejszego poranka.

Marzec. Start!

Wiosna!Jupi!

Tutaj w Krakowie +12 st. C po zachodzie słońca. Bardzo dobry wynik. I Planty z plamkami śniegu jedynie.

I A. wróciła już do Polski. I się widzim.

Tak strasznie dużo bardzo dobrego się wydarza.

W pociągu "Ciotka Julia i skryba". Czyta się świetnie. Inteligentna bestia z tego Llosy.

 

A to niesamowitość. Pani śpiewa i miga jednocześnie. Ładnie śpiewa.

23:00, radosc88
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2010
Fascynacje.

Powinnam iść już spać, bo jutro przed świetem w drogę. Znowu. Jakoś nie mogę się od miesiąca zatrzymać. Tylko co rusz to tu to tam. Przyszłość wygląda jeszcze dynamiczniej. Nie przeszkadza mi to. Raczej fascynuje.

Dzisiaj zainaugurowałam szósty semestr. Ostatni w tym cyklu. Co dalej to będzie okazywać się pomalutku. Z początku ta wielka niewiadoma wprawiała mnie w wielki stres, ale teraz już trochę się z nią oswoiłam. Skoro nie można inaczej, to trzeba te wszystkie gorące rewelacje przyjmować na chłodno. I z nadzieją. Bo ostatecznie i tak wszystko będzie dobrze. Zawsze tak jest. A że inaczej niż sobie to w głowie obmyślam. Cóż.

Poza tym to zafascynowałam się poszukiwaniami genealogicznymi, które uskutecznia Brat Mój Najmłodszy. Jako filia rodziny w Krakowie, zostałam zaangażowana i miałam okazję odwiedzić Ludzi trzymających Księgi i fotki porobić. I w tym wypadku nawet te wszystkie formalności nie były przerażające. W przeciwieństwie do lokalu archiwum pewnego. Kraków, którego nie znałam. Zresztą chyba mało kto go zna.

I ciągle mam w głowie obóz. Było świetnie. Bardzo dobrze mnie nastroił na przyszłość, na te Wielki Post, na ludzi. Na lepsze. Zdjęcia są do pokazania jak ktoś będzie chciał, bo linka w świat publikować nie chcę.

Wiosna tutaj działa. Skutecznie. Kurtka wiosenna. Rozpięta. I słońce, które naprawdę grzeje. Na ławce na Plantach można posiedzieć, na ludzi się pogapić. Uwielbiam.

21:48, radosc88
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lutego 2010
Bystra- notatka.

Ten obóz to jest przestrzeń do zachwytu nad Człowiekiem. Bardzo tutaj dużo pozytywności. Elementy zaskoczenia też się zdarzają. Te niekoniecznie do końca pozytywne. Chociaż po czasie i tak warto się z nich  pośmiać.

Dzisiaj były psy. Po tym doświadczeniu jestem zachwycona dogterapią, zwłaszcza w takiej fachowej wersji jaką tutaj mieliśmy.

Jestem zmęczona. Całodobowa odpowiedzialność jest dość wykańczająca, szczególnie wtedy kiedy przychodzi gorszy dzień. Kryzys dnia czwartego albo co.

Jutro idziemy "do kulek".

Odwilż jest. Wielki Post też.

21:59, radosc88
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010
Zimowe skoki w dal.

Nieodśnieżone miasto zmusza do dziwnych zachowań. Ludzie na przejściach dla pieszych popisują się niezwykłą skocznością i ogromnymi susami przelatują śniegociapkę, która swoją najpełniejszą formę uzyskuje właśnie na styku chodnika i ulicy. Bardzo to urocze i zabawne. Zwłaszcza jak po zmianie na zielone grupa ludzi uprawia te przeskoki w sposób synchroniczny.

Dzisiaj w przytulnym Helikonie "Pożegnania". W odległej kulturze o bliskich sprawach. Takich ludzkich, że bardzo.Do bólu i do końca. W bardzo dobrej oprawie muzycznej. Znam japońskie kino z pojedynczych obrazów, ale ten film jest na pewno zachętą, żeby poznać je lepiej. Kultura Japonii urzeka mnie ogromnym szacunkiem i grzecznością wobec drugiego człowieka, wyrażaną przede wszystkim w gestach.

Zaczyna się Olimpiada w Vancouver, siódma zimowa w ciągu mojego życia. To tak w ramach kalendarium.

23:39, radosc88
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23